Le Petit Marseillais - spacer po pachnącej Prowansji

by - środa, sierpnia 13, 2014

Witajcie kochani!
Wczoraj na fanpejdżu pytałam czy wolicie przeczytać/obejrzeć denko czy recenzję kosmetyków Le Petit Marseillais (czyt. ly peti marseje), których zostałam ambasadorką (jedną z wielu) :). Jako że zadanie było podzielone ;) to zdecydowałam się jednak dziś na LPM, ponieważ akcja niebawem się kończy. Denko pojawi się jeszcze w tym tygodniu. :)


A teraz zapraszam was na pachnący spacer po Prowansji dzięki dwóm kosmetykom do i po kąpieli.



Paczuszka, a właściwie paka, dotarła do mnie na początku lipca. Ucieszyłam się, że będę mogła przetestować zupełną dla mnie nowość i w dodatku podzielić się próbkami ze znajomymi i żeńską częścią rodziny.
W pięknym pudełku które na pewno na coś przeznaczę, choć na razie tylko na nie spoglądam - tak mi się podoba! znalazłam dwa pełnowymiarowe produkty: żel pod prysznic oraz mleczko do ciała. Znalazłam tam również po dwadzieścia próbek owych produktów, list oraz Przewodnik po świecie LPM.


Po rozpakowaniu pudełka i przeczytaniu listu od razu poprawił mi się humor (tego dnia była okropna deszczowa i burzowa pogoda). Nie byłabym sobą gdybym od razu nie powąchała kosmetyków. Ale o zapach będzie niżej. ;)

Nigdy nie byłam w Prowansji - ba! nigdy nie byłam za granicą więc te wszystkie cudowne widoki mogę podziwiać jedynie na ekranie telewizora, komputera i na zdjęciach. Mam jednak nadzieję, że uda mi się zwiedzić kiedyś nie tylko Prowansję, która wygląda po prostu uroczo z tymi wszechobecnymi polami lawendy, kolorowymi okiennicami i spokojem jakim tchnie.


Czas jednak na opisanie kosmetyków i opowiedzenie wam jak się sprawowały i czy przypadły mi do gustu. 
_____________________________________

Na początek podróży słów kilka o tym co obiecuje nam producent, czyli jak zachęcają nas do zakupu kosmetyków marketingowcy. A także co nieco o składach (dziś wyjątkowo nie rozpiszę się o całych składach, bo inaczej wyszłaby recenzja - tasiemiec).

Kremowy żel pod prysznic: Fleur d'Oranger - Kwiat Pomarańczy

Czytając taki tekst moja bujna wyobraźnia od razu zaczyna działać. Zamykam oczy i próbuję się przenieść w tak cudowne miejsce, zrelaksowana i spokojna. Niemal czuję promienie słońca padające delikatnie na moją bladą słowiańską twarz.
Zastanawiam się czy kiedykolwiek miałam żel lub olejek do kąpieli który byłby właśnie o zapachu kwiatu pomarańczy. A nawet zastanawiam się czy widziałam coś takiego na drogeryjnych pułkach. Przypomnieć sobie nie mogę. Za to kocham pomarańcze i ich zapach, także w żelach pod prysznic - są orzeźwiające, mocne a jednocześnie słodkie. Kwiat tych owoców jest zdecydowanie subtelniejszy.

Na pierwszych miejscach składu znajdziemy wodę oraz środki myjące. Na czwartym miejscu znajduje się Helianthus Annuus Seed Oil, czyli olej z nasion słonecznika, który jest bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych (głównie kwasu linolowego i witaminy E). Jest emolientem tłustym i zastosowany w preparatach do pielęgnacji ciała tworzy na niej warstwę okluzyjną (tzw. film) - zapobiega to nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni skóry, czyli działa pośrednio nawilżająco. Wygładza również naszą skórę i może ją zregenerować. Następny na liście jest Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract, przy czym dulcis to nic innego jak pomarańcza. Jest to więc ekstrakt z kwiatów pomarańczy (piąte miejsce - mógłby być wyżej, ale nie jest najgorzej). Jako że znalazłam tylko informację o olejku neroli (który otrzymuje się dzięki kwiatom pomarańczy) to nie do końca wiem jakie są jego zadania (oprócz zapachu) ale jeśli się dokopię to dopiszę tę informację. :) Dalej mamy kolejne substancje myjące, emolienty itd. Żel jest wolny od parabenów. Moim zdaniem skład nie jest dosyć naturalny tym bardziej że firma się tym sygnuje, ale z drugiej strony rzadko kiedy można kupić tanie kosmetyki naturalne. Kwestia sporna.


Lait Hydratant - Mleczko nawilżające do bardzo suchej skóry (masło shea, słodki migdał i olejek arganowy)

Nie jestem właścicielką bardzo suchej skóry, raczej normalnej z tendencją do przesuszeń w kilku strefach ciała. Jednak podejrzewam, że firma wolała wysłać właśnie takie, tym bardziej na okres wakacyjny, a trzeba przyznać, że lipiec tego roku był bardzo gorący.

Podoba mi się, że w mleczku znalazły się słodkie migdały, masło shea oraz olejek arganowy (nazywany Złotem Maroka). zapewniono nas o lekkiej konsystencji, które błyskawicznie wchłania się w skórę i nie musimy czekać godziny na wchłonięcie się produktu. Czy spełniono te obietnice?

Jeśli chodzi o skład mleczka to wymienione na opakowaniu masło shea, olejek arganowy i słodkie migdały są dopiero w połowie składu (9, 10 i 11 miejsce). Znajdziemy tu również parafinę, którą nie każdy toleruje.
_____________________________________



W kwestii opakowania to kosmetyki Le Petit Marseillais wyróżniają się na drogeryjnych pułkach. Wszystkie żele (większe i mniejsze) mają prostokątny kształt z zaokrąglonymi kantami. Mleczka zaś mają ciężki do zdefiniowania kształt - są szerokie u dołu i zwężają się ku górze by u samej góry zakończyć się pompką. 
Są różne wersje i każda ma przypisany do siebie kolor. Wersje które dostałam mają odpowiednio białe i pomarańczowe opakowania. 
W dodatku warto zwrócić uwagę na logo, które zostało zainspirowane historią młodego chłopca, który sprzedawał marsylskie mydła, które stały się początkiem LPM.
Żeli jest dokładnie 6 wersji zapachowych, oprócz kwiatu pomarańczy możemy znaleźć: mandarynkę z limonką, mleczko waniliowe, miód lawendowy, słodkie mleczko migdałowe oraz białą brzoskwinię z nektarynką. Więcej informacji [link]. Są również 3 żele pod prysznic i do kąpieli: oliwa z oliwek wraz z kwiatem tilii, morela z orzechem laskowym oraz kwiat wiśni.
Dla mnie wszystkie te zapachy pachną wyjątkowo - każdy ma w sobie to coś - kiedy miałam możliwość powąchania ich w drogerii.
Jeśli chodzi o mleczka do pielęgnacji ciała to oprócz wersji którą otrzymałam są również dwie inne: mleczko nawilżające do bardzo suchej skóry z dodatkiem masła shea, olejkiem z rumianku oraz mleczkiem figowym, a także mleczko regenerujące do skóry zniszczonej i przesuszonej z dodatkiem masła shea, aloesu i wosku pszczelego.


Opakowania są poręczne, zwłaszcza podoba mi się koncepcja mleczka. Nabiera odpowiednią ilość produktu i nic się nam nie wylewa a kosmetyk nie ślizga w dłoni bo możemy je położyć gdziekolwiek w pionie i jedynie naciskać pompkę. :) 


Żel zaś zmieści się w każdej kabinie prysznicowej ze względu na swoją "wąskość", a otwieranie typu klik jest dobrze wykonane i tak szybko się nie urwie (no chyba, że rzeczywiście będziemy chcieli to zrobić).
_____________________________________


W kwestii zapachu to warto zwrócić uwagę, że każdy z nas inaczej odbiera różne zapachy. Nie raz się o tym przekonałam, gdy ja i mój młodszy brat porównywaliśmy różne zapachy (choćby naparu z kozieradki).
Zapach żelu jest dla mnie delikatny, subtelny, na moim ciele niemal wcale nie utrzymuje się po kąpieli a w trakcie prysznica bardziej relaksuje niż orzeźwia.
Mleczko zaś pachnie słodko, czuć w nim nuty migdałów. Kilka godzin po nałożeniu wciąż delikatnie odczuwam je na skórze. Ten zapach będzie idealny jesienią i zimą z uwagi na swoją słodycz jaką roztacza wokół nas podczas aplikacji, a także po.


Wydajność jest zadowalająca - 250ml opakowanie żelu starczyło mi na ileśnaście pryszniców i jeszcze trochę zostało - ale to tylko dlatego, że po pogryzieniu przez mrówki mogłam myć się tylko w szarym mydle (i na nogach nie mogłam używać żadnych! balsamów). Konsystencja dosyć wodnista i nie trzeba było nabierać zbyt dużo aby mieć dużo piany.


Mleczka zostało mi jeszcze pół opakowania - używałam go raz dziennie, ale wystarczyła dosłownie odrobiona abym mogła wysmarować nim całe ciało. Konsystencja bardzo na plus - lekka, choć dla niektórych może być za lekka.


Żel mnie nie wysuszył, ale również nie zauważyłam większego nawilżenia. Zresztą nie oczekuje tego od produktu tego typu. Dla mnie ma ładnie pachnieć i dobrze myć, a przy tym lubię gdy jest dużo piany.


Mleczko zaś fajnie nawilżało moją skórę i zostawiało ją przyjemnie gładką, zupełnie jakby nałożono na nią jakiś delikatny film. Bardzo mi się to podoba - skóra jest mięciutka, pachnąca, nawilżona i gładziutka. 
_____________________________________

Produkty te możemy kupić m.in w drogeriach Rossmann, pojawiły się również w drogeriach Natura. A gdzie jeszcze to nie wiem. Ceny są różne - w stałej cenie niektórych mogą odstraszać, ale na promocjach warto się za nimi obejrzeć. Kiedy wykończę swoje inne zapasy chętnie sięgnę po mleczko (być może któreś z tych dwóch innych) i większy żel (o innym zapachu - np. białej brzoskwini z nektarynką).
_____________________________________


Żel spełnił swoje zadanie, choć zapach mógłby być dla mnie intensywniejszy, ale to w końcu kwiat pomarańczy, więc nie oczekiwałam też super intensywnej woni. 


Mleczko bardzo mi się spodobało - za zapach, wygodne opakowanie, niezacinającą się pompkę i efekt jaki dawało na mojej skórze. 


Same produkty oceniam bardzo dobrze, zwłaszcza mleczko, które spodobało mi się najbardziej. Warto wspomnieć, że sama akcja była przemyślana od A do Z. Ambasadorki otrzymywały miłe maile, w których można było znaleźć m.in. przepisy, ćwiczenia, listę piosenek francuskich. Otrzymywałyśmy również urocze esemesy, które od razu poprawiały humor. Będę bardzo miło wspominać tę akcję i bardzo się cieszę, że udało mi się do niej dostać.
Powinnam wspomnieć również, że nie rozdałam jeszcze wszystkich próbek - ale to dlatego, że niektóre moje koleżanki mieszkają dalej - a poza tym są wakacje, co rozumie się samo przez się. ;) Jednak gdy się z nimi zobaczę na pewno otrzymają ode mnie próbki - niech i one przeniosą się choć podczas jednej kąpieli w pachnący świat Prowansji.
Tym akcentem kończę dzisiejszą recenzję i życzę wam dobrej nocy Bonne niut.


_____________________________________

Przy okazji zapytam - czy ktoś byłby chętny na post o tym jak obrabiać zdjęcia, gdzie, w jakich programach i na jakich stronach? Taka mała porada blogowa.


You May Also Like

5 komentarze

Etykiety

Azja i Ja (13) B. loves plates (77) Beauty BigBang (6) Beauty Net Korea (2) biżuteria (6) Born Pretty Store (192) cienie do brwi (1) cienie do powiek (22) demakijaż (7) digital art (2) DIY (3) domowe sposoby pielęgnacji (1) fotografia (3) gadżety (16) gadżety do manicure (28) halloween (7) jasne podkłady (4) kolorówka (27) korean makeup (1) koreański makijaż (1) koreańskie kosmetyki (6) kosmetyczna bitwa (4) kosmetyczny bubel (3) kosmetyki (7) kosmetyki azjatyckie (9) kosmetyki do brwi (5) kosmetyki do ciała (7) kosmetyki do makijażu (27) kosmetyki do pielęgnacji (14) kosmetyki do twarzy (29) kosmetyki do włosów (13) kosmetyki eko (1) kosmetyki kolorowe (21) kosmetyki nawilżające (1) kosmetyki oczyszczające (5) lakiery hybrydowe (38) lifestyle (4) make up (51) makijaż (2) manicure (392) manicure hybrydowy (70) Meet Beauty (6) mini-recenzje (22) minirecenzje (4) nail art (293) nail design (41) nail stamping (11) nail tutorial (3) nailart (10) nails tutorial (5) naturalna pielęgnacja (4) opinia (55) oświetlenie zdjęć (1) perfumy (4) pędzle do makijażu (14) pielęgnacja (4) pielęgnacja ciała (2) pielęgnacja dłoni i paznokci (3) pielęgnacja okolic oczu (1) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja twarzy (25) pielęgnacja ust (1) pielęgnacja włosów (12) plan pielęgnacji twarzy (2) pyłki do paznokci (21) recenzja (309) recenzja zbiorcza (15) relacja ze spotkania (8) spotkania blogerów (6) spotkanie blogerek (7) stamping (154) stemplowanie (35) step-by-step (8) stylizacja (7) swatche (156) szczotki do włosów (2) tło do zdjęć (2) tutorial (9) tutorial nails (1) włosy (16) woski (4)